Boczny trok to moja ulubiona matoda połowu . Głównie okonia, czasami wzdręga i czasami przyowem są bolki ,tak bolki ale maleńkie po 30cm oraz szczupaczki ledwo wymiarki.Chodz w 2010 siadł mi taki kolo 75cm.Walka była ale niestety ja przegrałem. Boczy trok to metoda w ktorej sie szuka w sumie malej ryby.Nie ma co sie oszukiwac dużych ryb sie na nią nie złowi ,jedynie sporadyczny przyłów w dodatku jeszcze jak ma sie farta że zebal nie przetnie zyłki.Jesli wiemy że w łowisku sa okonie ale nie chca brac na małe woblerki obrotóweczki 00 , 01 to boczny jest dobrym rozwiązaniem by skusić pasiaki do ataku. gdy zaczna troche współpracowac .Wtedy warto przezucic sie na wieksze przynęty i poszukać garbusów.
Metoda połowu: spławik ,grunt ,spining
Koło PZW: Koło PZW nr 54 Zgierz Pomógł: 10 razy Wiek: 32 Dołączył: 03 Cze 2009 Posty: 1422 Skąd: Zgierz
Wysłany: 2011-02-04, 21:06
Są wody - i w zasadzie takich jest większość - że w ciepłych porach roku niemal nie sposób złowić w nich okonia. Szczególnie jeśli nie dysponuje się łodzią. Dotyczy to głównie akwenów położonych w pobliżu wielkich miast. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, któż latem nastawia się na te niewielkie najczęściej rybki... Jeśli marzy się o tym drapieżniku, to o omszałych garbusach z jeziorowych toni, nie zaś o wstrzelenie się w stadko patelniaczków.
Na przedzimiu natomiast ucieszyć może także kilka (a może kilkanaście?) średniaczków, ot, takich powyżej 20 cm. Pośród nich "trzydziestak" wydaje się niemal smokiem i cieszy niczym wielka ryba w lepszych okresach.
Sam bardzo lubię spinningowe polowania na drobne rybki. Właściwie to od maja do pierwszych przymrozków okonkami zajmuję się jedynie wówczas, kiedy los rzuci mnie na prawdziwe jeziora. Po okonki zaś chadzam wówczas, kiedy ich złowienie w pobliżu Warszawy staje się prostsze niż kiedykolwiek... I kiedy cieszy bardziej niż kiedykolwiek.
Każdy, kto łowił na lodzie, wie, że okonie przez pierwsze tygodnie po skuciu jezior biorą jak opętane na błystki podlodowe. Kwestią jest odszukanie miejsc, gdzie siedzą lub rejonów, które przeszukują podczas żerowania. Zjawisko zimowych zgromadzeń i określonych ściśle żerowisk nie "dzieje się" dopiero wówczas, kiedy zaczyna ścinać akweny. "Pierwszy lód" dla okoni zaczyna się najczęściej już w listopadzie. To czas pierwszych przymrozków, pierwszych obfitych opadów śniegu. To okres, kiedy ciśnienie dostaje jesiennej paranoi i skacze po ekstremach. Gwałtownego ochłodzenia warstw powierzchniowych i przybrzeżnych nie wytrzymuje rybi drobiazg i znika z miejsc, gdzie przebywał do tej pory.
Myliłby się jednak ktoś, kto spodziewałby się zejścia tegorocznego drobiazgu w głębsze partie - dla tych rybek warunkiem przeżycia pierwszej w swoim życiu zimy jest jak najczęstsze i jak najpełniejsze napychanie sobie kałdunków pokarmem. Dla karpiowatych w pierwszym roku życia podstawą wyżywienia jest rozkładająca się roślinność, czyli detrytus... Wszystkim, którzy chcieliby się dowiedzieć, co to takiego ten detrytus i jakie ma znaczenie dla wedkarzy, polecam serdecznie tekst pt. "Taka sobie bajeczka o detrytusie". Jak się okaże, nawet opowiastka o tym jak Przyroda zupę gotuje, może się okazać ważna dla kolegów polujących na drapieżniki.
Drobiazg odżywiający się detrytusem schodzi do dna, ale właśnie w strefy, gdzie cząstki rozkładającej się roślinności osadzają się w najczystszej postaci. To twarde obszary dna, dobrze natlenione, a więc znajdujące się pod wpływem powierzchniowego falowania - pierwotny rozkład ma jak najbardziej tlenowy charakter... Masy drobnicy, codziennego pokarmu okoni, znajdują się więc na rozległych piaszczystych blatach o głębokości 1,5-2,5 m. Podczas żerowania watahy drapieżników uganiają się po całej połaci blatu, kiedy przestają polować, ustawiają się na głębszej wodzie, z reguły tuż przy krawędzi blatu. Lub gromadzą się na nim, jeśli znajduje się tam zatopione drzewo, kilkudziesięciocentymetrowe zagłębienie, grupka kamieni, gliniasta inkluzja czy kępa oczeretu lub późno obumierającej moczarki i rogatka. Rzecz dotyczy, rzecz jasna, okoni, którymi warto sobie zawracać głowę. Maleństwa podostają na blacie przez cały czas w sporym rozproszeniu.
Dziwię się, kiedy na nieznanych łowiskach koledzy zaczynają łowienie od najfinezyjniejszych zestawów z bocznym trokiem. To trochę jak gra w totolotka. Można jednak dać sobie szansę, kiedy "zagra się systemem"...
Zaczynam od 5 cm ripperka na 5 g główce, czyli od maksymalnego rozmiaru okoniowego. Koniecznie na dość długiej wolframce, bo blaty detrytusowe są teraz także domeną szczupaka.
Takim zestawem daje się szybko spenetrować kawał wody i znaleźć dobrze rokującą miejscówkę - rozległy, równy blat o twardym dnie z głębokością nie przekraczająca 2,5 m, z uskokiem do głębi w zasięgu rzutu zestawem z bocznym trokiem (korzystam najczęściej z 5.g kulek, więc to odległość równa rzutom moim "zwiadowcą"). Takie miejsce daje się zlokalizować dość szybko, bowiem piasek na dnie przy obecnej przejrzystości wody widać "na oko", a mulaki i dołki omija się szybkim krokiem.
Kant odnajduje się po kilku rzutach, ewentualne przeszkody na blacie po kilkunastu następnych... Można się więc przezbrajać na delikatnie... Sam używam w tej chwili kompleciku Dragona: kijka Tournamet HDC Perch Jig o długości 2.40 i c.w. 1,5-7 g oraz kołowroteczka Dragon Team 620i z żyłką 0,18. Nie ma potrzeby łowić cieniej, bo z 4-5 gramowa kuleczka i na osiemnastce poleci daleko, a przypon z paprochem mogę sobie dowiązać nieprzyzwoicie cieniutki.
Wędka, wiadomo - wklejanka. I o tej porze roku nawet nie zamierzam dyskutować o wyższości czy niższości wklejanki nad jednorodnym spinningiem. 90 procent brań zacina się nie na "puknięcie" w kij, a na ledwo widoczne "piknięcia" na wklejce. Jeśli ktoś chce łowić o tej porze roku okonie na odczucia w dolniku, to rzeczywiście niech lepiej nad wodę nie wychodzi. Od najdroższego kija z wysokomodułowego grafitu lepsza będzie najordynarniejsza drgająca szczytówka. Okonie tak mają i już.
Zestaw sporządzam w taki sposób jak na rysunku poniżej...
Przy krętliku się upieram - to co potrafi zrobić ze "sztywno" mocowaną żyłką paproch "nie pozycjonowany" główką, po prostu nie mieści się w głowie. 3/4 splątań zestawu podczas rzutów wynika z braku krętlika. Pierwsze rzuty z reguły się udają, potem przypon odkręcając się helikopteruje jak zestawy Andy'ego Little'a.
Jak prowadzę? Bardzo różnie raz na jakiś czas, bowiem okonie biorą niekiedy wyłącznie z opadu lub podrywu, ale po pół godzinie interesują się wyłącznie bardzo jednostajnie prowadzonymi przynętami. Jeśli przez 10 minut nie mam brania, eksperymentuję ze sposobem prowadzenia. Jeżeli sytuacja pozostaje bez zmian, kilkakrotnie zmieniam przynętę i znów eksperymentuję. Jeśli na danym blacie miałem trzy okoniowe brania, to chodzenie ograniczam do przesunięcia się o kilkanaście kroków. Bo skoro były - to znów kiedyś będą. Najprawdopodobniej po prostu zrobiły sobie przerwę w żerowaniu - i jest teraz czas na staranne obrzucenie kantu, poszukanie podwodnych przeszkód. To ma sens. Kolejnym razem przyjedzie się tutaj na pewniaka.
Teraz kolejny rysunek z konieczną uwagą - jeżeli złowię jakiś okonki "zwiadowcą", to nie bawię się w jakieś boczne troki, tylko paprocha zakładam na specjalną paprochową główkę pokazaną poniżej ciężarków. Przedstawiam także kolorki gumek, jakie mam w pudełku. Kolejność, w jakiej je zakładam i od czego to zależy, to już temat na zupełnie inny artykuł.
ja zawsze zakładam na dolnym obciążeniu twister z głowka i na bocznym troku twister mniejszy bez obciążenia lub z kulą styropianu ale przy pomocy strzykawki wciskam do twistera smrodek Bartona lub owijam kawałkiem gąbki haczyk mocząc w atraktorze
krystian252, to jest Twój opiś czy skopiowałeś z jakiegoś innego forum ??
Dla mnie jak najlepszym ciezarkiem są pałeczki tyrolskie ,o wiele żadziej sie blokują na kamienistym dnie niż łezki czy kulki.
Krrętlik to kolejne 3 wiązania wiec 3 słabe ogniwa.Czasami jest tak że okonie skubią własnie krętlik a nie paprocha.
limahl napisał/a:
ja zawsze zakładam na dolnym obciążeniu twister z głowka i na bocznym troku twister mniejszy bez obciążenia lub z kulą styropianu
nie rozumie tego ,stosujesz dwie przynety na jednym zestawie ??
Te główki do paprochów sa mustada "micro" , ale jak je zakładam to nie stosuje bocznego troka bo dopiero wtedy sie plącze zestaw
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach